Poradnia Psychologiczno-Pedagogiczna nr 12

Kontakt00-162 Warszawa, ul. Dzielna 1a
tel. 22 636 66 99 fax. 22 636 91 99

Artykuły

ZIELONA GRUPA

Przez kilka lat prowadziłam z mgr Jolantą Goral i mgr Barbarą Malczewską w Poradni Psychologiczno Pedagogicznej nr 12 w Warszawie grupę dla rodziców i dzieci 4-5 letnich nie uczęszczających do przedszkola. Zajęcia ogólnorozwojowe z dziećmi realizowało dwóch psychologów, a trzeci w tym czasie zajmował się grupą edukacyjną dla matek.

Po zapoznaniu się z ideą Zielonych Domów* postanowiłyśmy stworzyć „Zieloną Grupę”. W roku szkolnym 1997/ 1998 raz w tygodniu przez dwie godziny spotykałyśmy się z ośmiorgiem dzieci i ich mamami. Troje z nich przychodziło na zajęcia z rodzeństwem. Niewielka salka (ok. 15 m2), w której odbywało się spotkanie wyposażona była w materace i zabawki: piłki, klocki, tablice, flamastry, kredę, układanki, masę solną. Na podłodze leżała miękka wykładzina. 
Frekwencja dzieci na zajęciach była różna.

Przebieg spotkań.

W momencie wejścia dziecka do Sali witałyśmy się, zapisywałyśmy jego imię na tablicy i proponowałyśmy skorzystanie z zabawek. Na początku dzieci najchętniej wspinały się na stertę materaców z gąbki, a potem trzymane za ręce przez dwie osoby dorosłe skakały po nich. Niektóre maluchy napotykały poważne trudności w podporządkowaniu się regule przestrzegania kolejności. Joasia, dziewczynka z padaczką , początkowo nie umiała skakać obunóż, ale dość szybko opanowała tę umiejętność. Drugą ulubioną zabawą „naszych” dzieci było budowanie domów: ustawiałyśmy materace tak, aby dziecko mogło się między nimi całkowicie schować. Ukrywanie się szczególnie polubił Marek mieszkający w jednym pokoju z bratem bliźniakiem, siostrą i rodzicami. Chłopiec z upodobaniem izolował się i nie wpuszczał do swojego domku innych dzieci. Jasiowi materace ułatwiły zaadaptowanie się do nowego miejsca: na początku zawsze wchodził między materac a ścianę i dopiero po pewnym czasie włączał się do wspólnych zabaw. Pod koniec zajęć, kiedy wszystkie materace były zgromadzone w rogu pokoju, dzieci prosiły, żeby mogły jeszcze posiedzieć „tam wysoko”. Oczywiście (chociaż z dużą ostrożnością) pozwalałyśmy na te niebywałą okazje popatrzenia na dorosłych z góry. Dzieci, które na początku spotkania rozładowywały energię w zabawach ruchowych, chętniej skupiały się na układankach, klockach, wycinaniu i naklejaniu. Joasia bardzo lubiła mazać kredą po tablicy, a potem ścierać swoje dzieło mokrą gąbką. Bliźniaki chętnie układały puzzle. Jurek z upodobaniem pisał flamastrami różne literki. Grześ (2,5 latek) bawił się piłką. Jaś, gdy opuścił już swoją „norkę” pod materacami, jeździł samochodami po planszy imitującej ulicę. Masa solna przyciągała uwagę wszystkich maluchów. Na deseczkach robiły z niej kluseczki i wałeczki, wyciskały foremkami wzorki. Po chwilach skupienia pojawiała się znowu potrzeba ruchu. Jurek, którego to rozsadzała energia, zmusiła nas do strukturalizowania walk, które prowadził z kolegą. Kiedy mocował się z Bartkiem, ustawiliśmy się jak widzowie w kręgu, a jedna z nas odliczała do dziesięciu. Potem był ogólny aplauz i brawa dla obu zawodników. Zabawa ta bardzo podobała się Darkowi, który wprawdzie nie mówił, ale odliczał z wielkim zaangażowaniem, wydając nieartykułowane dźwięki. Właściwych reakcji z naszej strony wymagało zachowanie Joasi, która szybko niecierpliwiła się wpadała w złość i głośno krzyczała. Pomagałyśmy jej manie uporać się ze wstydem, bezradnością i niepewnością. Dziewczynce pozwalałyśmy się wyzłościć, ale nie zmieniałyśmy swojego zachowania pod wpływem jej krzyku (nie ulegałyśmy presji). Pod koniec zajęć dzieci otrzymywały naklejki, które same wybierały, oraz (za radą doc. Hanny Olechnowicz) karteczki ze zdaniem „uwieczniającym” jakąś szczególną aktywność, n. p. „Jaś pozwolił bawić się Darkowi swoją poduszką”. Potem ścierałyśmy zapisane na tablicy imiona dzieci.

Migawki z życia grupy.

Darek nie chciał wejść do pokoju. Jedna z nas zaproponowała zwiedzanie pomieszczeń w poradni. Na stole w pomieszczeniu socjalnym leżał masa solna. Darek podchwycił pomysł zaniesienia jej innym dzieciom i już bez oporów z dumną miną wkroczył do sali zabaw.

Mama Kariny i Jurka dziwiła się, ze nie stosujemy w czasie zajęć ostrej dyscypliny (bardzo dbała o dobre wychowanie i stymulację intelektualna swoich dzieci). W czasie zabawy Jurek uderzył boleśnie mamę kapciem i nie chciał przeprosić, chociaż był to warunek powrotu na materac. Bawił się więc masą solną, rysował itp. Po trzydziestu minutach zajmowania się różnymi rzeczami coraz bardziej pragnął poskakać na materacach i był już gotów do przeproszenia mamy.

Joasia wpadła w złość, gdy nie dostała soczku. Mama zawstydzała ją mówiąc:” Beksa, popatrz , Jaś taki mały a nie płacze”. Zachęciłyśmy mamę do tego, aby pozwoliła córce spokojnie wypłakać się w jej ramionach (bez komentowania jej zachowań). Dziewczynka wkrótce uspokoiła się i wróciła do zabawy.

Marek koniecznie chciał zburzyć dom swojego brata Jurka. Udało się nam wyperswadować mu realizację tego pomysłu i zachęcić do zbudowania własnego domu..

Mama Darka zwierzyła nam się z niepokojów dotyczących dziecka. Chłopiec mimo, że miał już 4,5 roku bardzo słabo mówił, nie koncentrował się na wykonywanych czynnościach, przejawiał lęk w kontaktach z nowymi osobami i bał się nowych miejsc. W porównaniu ze swoim 2,5 letnim bratem był wyraźnie gorzej rozwinięty. Po tej rozmowie matka zdecydowała się na wizytę z Darkiem u logopedy, a my na bieżąco, systematycznie wspierałyśmy ją w rozwiązywaniu wielu trudnych problemów.

Adaptacja w przedszkolu.

Miałyśmy niezwykłą okazję obserwować „nasze” dzieci w przedszkolu, w którym zorganizowałyśmy zajęcia adaptacyjne dla nowo przyjętych przedszkolaków. Otóż dzieci, które uczęszczały do Zielonej Grupy, czuły się w przedszkolu nadzwyczaj swobodnie: biegały, głośno mówiły, oddalały się od swoich mam. Pani dyrektor nie ukrywała zdziwienia i zaniepokojenia zachowaniem naszych podopiecznych. Pozostałe dzieci pilnowały swoich mamuś i były cichutkie, chociaż z ciekawością obserwowały otoczenie. Po wakacjach okazało się, że dzieci z Zielonej Grupy, które pół roku wcześniej nie chciały nawet słyszeć o przedszkolu, dyscyplinie, rozstaniu z mamą, teraz bez problemu dostosowały się do życia społecznego i bez lęku zostawiły mamy za drzwiami sali zabaw. Tak było m.in. z Darkiem – zaczął mówić i umiał skoncentrować się na poważnych zadaniach przedszkolaka i Jasiem, który po dwóch dniach pobytu w przedszkolu odprawił mamę do domu.

Korzyści dla dzieci.

Dzieci lubiły do nas przychodzić, czekały cały tydzień na kolejne spotkanie. I nieraz to właśnie ona mobilizowały mamę do wyjścia z domu. U nas dawały upust nagromadzonej w ciągu dnia energii .”Szalejąc „ na materacach mogły krzyczeć, płakać i nie towarzyszyły temu negatywne oceny dorosłych. Uczyły się również norm obowiązujących w grupie: konieczności czekania w kolejce, proszenia o zabawkę, obrony swojego terytorium i nie wchodzenia na cudze. Mogły tez bawic się tym, co niechętnie dają im rodzice.: masą solna klejem, nożyczkami. i flamastrami. Miały też okazję do obcowania z innymi dziećmi i do nabrania zaufania do dorosłych. – innych matek, psychologów. Po paru spotkaniach zauważały już nieobecność psychologów kolegów, czy brak jednej z osób prowadzących zajęcia. Zaczęły także współdziałać w zabawie, dzielic się posiadanymi przedmiotami. W naszej Zielonej Grupie spotykały się dzieci w wieku 2,5 – 5,5 lat. Dzięki temu miały szansę zabawy i współdziałania w środowisku zbliżonym do domowego. Maluchy mogły uczyć się zachowań od starszych kolegów, a pięciolatki mogły wykazać się opiekuńczością i zrozumieniem wobec młodszych.

Korzyści dla rodziców.

Najczęstszą motywacją mam do przyjścia na zajęcia była możliwość zabawy ich syna czy córki z innymi dziećmi. Czasem, gdy już „oswoiły” się z psychologami, prosiły o pomoc w sprawie dzieci, dzieliły się problemami związanymi z trudami życia codziennego i bieżącymi wydarzeniami. Nasze spotkania były chwilą oddechy w monotonnym życiu matek na urlopach wychowawczych. W czasie zajęć matki mogły zaobserwować zachowanie swoich dzieci w kontakcie z innymi ludźmi. Niosło to ze sobą zarówno przyjemne doznania jak i rozczarowania, ale z pewnością urealniało obraz dziecka. Wydaje się, że korzystne było również modelowanie przez psychologów relacji z dzieckiem w momentach zwykle trudnych dla rodziców: podczas napadów złości, agresji, uporu i buntu. Wreszcie można było spokojnie porozmawiać z inną mamą na temat swojego dziecka lub korzystając z okazji po prostu odpocząć. W ciągu roku szkolnego na zajęciach niektóre osoby pojawiały się tylko raz i już więcej nie przyszły. Inaczej było z panią Zosia - mamą Kariny i Jurka. Po pół roku systematycznego uczęszczania na zajęcia zrezygnowała z nich , ponieważ nie była w stanie zaakceptować braku dyscypliny i określonego programu dla dzieci. Zawiodła się na psychologach, którzy zamiast „poskromić” jej żywiołowego, nieposłusznego syna, pozwolili mu robić to, co lubi.

W drugiej połowie roku szkolnego mamy rozpoczęły poszukiwania odpowiedniego przedszkola dla tych dzieci, które wcześniej przeżyły ostre objawy leku separacyjnego (albo chciały je przed nim uchronić). Oczywiście brałyśmy aktywny udział w poszukiwaniu takiego miejsc Jestem przekonana, że matki, które obcowały z nami przez dłuższy okres czasu i widziały jak rozwiązujemy wiele trudnych sytuacji, będą poszukiwały kontaktu z psychologiem, gdy znowu zwątpią w siebie lub we własne dziecko.

Podsumowanie.

Praca w Zielonej Grupie z początku wydawała się bardzo prosta, przecież to tylko towarzyszenie małemu dziecku w zabawie, bycie przy nim. Podczas kolejnych spotkań okazało się jednak, że wymaga to od nas czujności, ciągłej gotowości, uwagi, rozwiązywania konfliktów, pomagania rodzicom w rozumienia intencji dziecka i zapewnienia poczucia bezpieczeństwa wszystkim uczestnikom zajęć. Ponadto wielokrotne budowanie domów z materaców i asekuracja dzieci podczas skakania wymagały dużego wysiłku fizycznego. Niewątpliwą zaletą pracy w triadzie była nasza ciągła dostępność dla matek i dzieci, także to, że pod nieobecność jednej z nas pozostałe mogły kontynuować zajęcia. Wiele nauczyłyśmy się w bezpośrednich relacjach z małymi dziećmi i ich mamami. Oprócz czasu, dawałyśmy naszym gościom, zaangażowanie, uwagę, akceptację, uśmiech, zachętę do zabawy, zrozumienie. A co dostawałyśmy ? Spontaniczność, otwartość, naturalność, zaufanie, ciekawość, wdzięczność, zainteresowanie. Możliwość konsultacji z doc. Olechnowicz wzbogacała repertuar naszych pomysłów. Na uatrakcyjnienie spotkań, a także dawała nam radość dzielenia się tym, co wydarzyło się czasie zajęć. Niewątpliwa zaletą pracy w takiej grupie byłą możliwość zdobywania doświadczeń w budowaniu kontaktu z małymi dziećmi, bycie z nimi w różnorodnych sytuacjach, odmiennych od tych, z którymi spotykamy się w gabinecie psychologicznym. Z satysfakcją obserwowałyśmy pozytywne zmiany, jakie pojawiły się wciągu tych kilku miesięcy w zachowaniu matek i dzieci, a przecież nasz udział polegał na niewielkim wspieraniu ich rozwoju. Wzorowanie się Zielonych Domach (idei wprowadzonej przez F. Dolto we Francji, a obecnie rozpowszechniana przez jej uczniów w krajach Europy zachodniej) ograniczyłyśmy z konieczności do zapisywania imion dzieci, przyjmowania maluch wraz z opiekunem i zapraszania na spotkanie dzieci poniżej 4 roku życia. Niestety, podstawowe założenie Zielonych Domów: opieka merytoryczna psychoanalityka i uczestniczenie w każdym spotkaniu mężczyzny nie zostało przez nas zrealizowane. Brakuje bowiem psychoanalityków przygotowanych do pracy z małymi dziećmi, a bawienie się z maluchem jest w naszej kulturze uznawane za zajęcie niezbyt męskie.

Mgr Maria J. Bielecka
Psycholog