Poradnia Psychologiczno-Pedagogiczna nr 12

Kontakt00-162 Warszawa, ul. Dzielna 1a
tel. 22 636 66 99 fax. 22 636 91 99

Artykuły

Z PIASKOWNICY

       Plac zabaw: huśtawki, karuzela, zjeżdżalnia, piaskownica, drabinki. Przychodzą tu dzieci z rodzicami, babciami, opiekunkami.

       Alfabetyczny spis aktywności w tym miejsca mógłby wyglądać następująco: atrakcje, bieganie, cieszenie się, doświadczanie, entuzjazm, figlowanie, grzebanie, huśtanie, interesowanie się, jeżdżenie, krzyki, luz, łapanie,  marudzenie, natura, obroty, próbowanie, rozwój, szukanie, tworzenie, uciekanie, wspinanie, zbieranie, żwirek.

       Dzieci przychodzą do jednego z niewielu miejsc, gdzie mogłyby się swobodnie bawić, biegać, krzyczeć. Robić te rzeczy, których nie wolno w domu, na ulicy, w żłobku, czy przedszkolu. Niestety, nie każda dziewczynka  ma takie możliwości, bo starannie ubrana musi uważać na całość sukienki, czy rajstop. A chłopiec też przecież może spaść, przewrócić się, uderzyć…

       Półtoraroczny Jaś chciałby  wchodzić i schodzić po schodach, ale według mamy „to nie jest dobry pomysł”. A właśnie w tym wieku jest to podstawowe ćwiczenie ruchowe przygotowujące m.in. do sygnalizowania potrzeb fizjologicznych. Uczy też dziecko kontroli ciała i zachowania równowagi.

       Dziadkowie przyszli z 3 letnim Antkiem. Najpierw pokłócili się o to, co wolno, a czego nie wolno dziecku. Biegający swobodnie chłopiec był co chwilę strofowany. Nie można mu było  wchodzić na zjeżdżalnię i kręcić się na karuzeli. Kiedy próbował podnieść piłkę do gry w futbol, usłyszał:  „nie ruszaj, bo za ciężka”. Dzieci lubią być „dociążone”:  Z przyjemnością przesuwają  duże krzesło, ciągną wypchaną  torbę, mocują się z silnym tatą. Czują wtedy swoją sprawczość, moc i siłę. Przygotowują się także fizycznie do trudów życia. A jeśli dziecko nie korzysta z przeznaczonych dla niego urządzeń, to po co przychodzi na plac zabaw?

       Basię wspinającą się na zjeżdżalnię  asekurował tata,  po drugiej stronie łapała mama. Dziewczynka  poradziłaby sobie bez trudu, ale nie miała okazji doskonalić swoich umiejętności. Lęk rodziców nie tylko ograniczał nabywanie sprawności ruchowej,  ale  pozbawiał dziecko wiary we własne możliwości. 

       Dwudziestomiesięczna Natalka też upodobała sobie zjeżdżalnię. Tym razem tatuś okazał większe zaufanie do możliwości córki. Pilnował, żeby  weszła na samą górę, a zjazd w dół odbywał się już bez ubezpieczenia. Dziewczynka z radością wspinała się po szczeblach i roześmiana lądowała na piasku. Wreszcie przyszła pora na powrót do domu. Tata poinformował Natalkę, że czas do domu i po raz ostatni  może zjechać. Dziecko kiwa głową i wchodzi na szczebelki jak poprzednio. Tata kuca naprzeciwko córeczki, koncentruje na swojej twarzy wzrok córki i przypomina poważnie: pamiętasz, jaka była umowa, ostatni raz jedziesz. Dziewczynka potakuje, wymyka się z objęć taty i …znowu wchodzi na zjeżdżalnię. Sytuacja powtarza się kilka razy. Wreszcie ojciec chwycił córkę na ręce i lekko protestującą wynosi z placu zabaw. Troskliwy i nowoczesny  tata  dał kontrolowaną wolność (na sprzęcie do ćwiczeń ruchowych), rozmawiał twarzą w twarz, ale nie wiedział, że córcia jest za mała na zawieranie umów, a zwłaszcza ich przestrzeganie. W tym wieku informuje się (uprzedza) dziecko o kolejnych działaniach dorosłego, a potem podejmuje decyzje. Aby nie frustrować zbytnio malucha można  odwrócić uwagę,  „zagadać”, rozbawić, gdy trzeba je oderwać od atrakcyjnej czynności.

       Co może zrobić 15 miesięczny Alanek, gdy ze smoczkiem w ustach stoi przy piaskownicy cały czas w objęciach babci? Ta starannie formuje babki z piasku. Chłopiec przygląda się pochylony i zaciekawiony. Niestety, sam nie wykonuje żadnych ruchów ani rączkami, ani całym ciałem. Nie ma nawet możliwości wydawania dźwięków, bo smoczek zatyka buzię. Jak poznać świat patrząc z daleka, będąc obserwatorem, nie dotykając go, nie wąchając, nie smakując. Dziecko uczy się przez naśladowanie i doświadczanie. Nie wyćwiczy precyzyjnych ruchów dłoni, jeśli nie będzie chwytało przedmiotów, przelewało wody z naczynia do naczynia, przesypywało piasku.

       A co się dzieje, gdy dziecko jest chorowite (często się przeziębia), słabo widzi, jest niesprawne ruchowo?  Te dzieci także potrzebują więcej  doznań na świeżym powietrzu, a nie tylko w sali z przyrządami do rehabilitacji. Dziecku niepełnosprawnemu służy słońce, powiew wiatru, kontakt ze zdrowymi dziećmi, które można  naśladować. Niestety, tu często występuje  wzmożony lęk rodzica o bezpieczeństwo  malucha i ogranicza korzystanie  z potencjału rozwojowego dziecka. Trudna dla mamy czy taty bywa konfrontacja ze zdrowymi dziećmi i ich rodzicami na placu zabaw. Nie do uniknięcia są spojrzenia i pytania o kondycję dziecka różniącego się od innych. Swoiste hartowanie od najmłodszych lat jest sposobem na późniejsza integrację w świecie ludzi sprawnych. To od najbliższych dziecko uczy się odnoszenia do swoich dysfunkcji: zawstydzenia  i unikania, czy wychodzenia do ludzi i przyzwyczajania do odmienności.

       Plac zabaw jest wyposażony i zaplanowany tak, aby użytkujące go dzieci były bezpieczne i rozwijały m.in. swoje umiejętności ruchowe, społeczne, poznawcze. A co z kreatywnością i twórczym działaniem ? Świetnym miejscem do tego celu jest piaskownica. Dzieci kopią dołki, przesypują piasek do różnych pojemników, stawiają babki, robią ogródki. Na to jest zgoda dorosłych. Nie ma jej niestety na rzucanie  garściami  żwirku na zjeżdżalnię. A ta czynność wyjątkowo pociąga maluchy. Hałas, jaki robią toczące się kamyki, poczucie sprawczości,  ruch całego ciała, współpraca z innymi dziećmi (najpierw ja -  potem ty, kto dalej, kto wyżej) są niezwykle atrakcyjne. Cóż z tego, kiedy  nie podobają się rodzicom! Bo zjeżdżalnia ma tylko jedno, z góry określone przeznaczenie. Poza tym można  pobrudzić spodnie jak się próbuje zepchnąć żwirek  przy zjeździe.

 

Pozwólmy dzieciom radośnie i spontanicznie i zgodnie z własnymi pomysłami korzystać z pobytu na świeżym powietrzu. Obok jedzenia i snu jest to element codziennego życia człowieka niezbędny do prawidłowego rozwoju. Dzieci w mieście mają ograniczone możliwości cieszenia się naturą. Niech te chwile spędzone na placach zabaw i w parkach będą w pełni wykorzystane, aby w zdrowym ciele wzrastał zdrowy duch.

Maria J. Bielecka

Psycholog